W 2016 roku po raz pierwszy postanowiłem poprowadzić hodowlę Wachtelhundów.
Wystąpiłem o status Suki Hodowlanej i zatwierdzenie przydomka ,,z Czernickich Pól”. Oficjalnie hodowla istnieje od 1 marca 2016 roku i zlokalizowana jest w podwrocławskiej wsi Czernica.

Początek daje moja ,,doskonała” Atena znad Wiszniowego Stawu – Champion Polski (nr 48757). Mam nadzieję, że przekaże ona potomstwu wszystkie cechy exterieru takie jak: ,,bardzo dobry wyraz i proporcje”, ,,bardzo dobra linia górna i dolna”, ,,mocny kościec”, ,,dobry front”, ,,głęboka klatka”, ,,doskonała głowa”, ,, poprawne ustawienie i ukątowanie kończyn dolnych”, ,,bardzo dobra w ruchu i prezentacji w ringu” oraz cechy użytkowe takie jak praca na tropie, bobrowanie, aport itp. Mam nadzieję, że te doskonałe cechy wzmocni wybrany przez nas partner, równie doskonały Kastor vom Hinterbach (w hodowli z Miodowej Kniei) - Champion Polski, posiadacz wielu dyplomów Iº z prób polowych i konkursów pracy.

Pierwsze spotkanie partnerów nastąpiło 30 kwietnia, drugie 2 maja 2016r.

Mamy nadzieję, że potomstwo tej pary odziedziczy wszystkie doskonałe cechy po swoich rodzicach: zarówno exterierowe jak i użytkowe. Ponadto, będą tak jak ich rodzice, zrównoważonymi, spokojnymi psami uwielbiającymi i kochającymi bezwzględną miłością swoich właścicieli, dzieci i obcych ludzi a także będą przyjaźnie ustosunkowane do innych psów.

Z niecierpliwością oczekiwać będziemy na potomstwo owej pary, którego, jeśli wszystko dobrze się ułoży, spodziewać się będziemy na początku lipca a szczeniaczki z bólem serca oddamy w dobre ręce kolegom myśliwym we wrześniu.

01.07.2016 URODZIŁY SIĘ SZCZENIĘTA!!!! (więcej na SZCZENIĘTA)

NASZE DOŚWIADCZENIA Z HODOWLI

17 listopada 2016 r. Ostatni szczeniak ARBI opuścił hodowlę. Wypada podsumować; wyciągnąć wnioski i podzielić się doświadczeniami.

PORÓD

Jak już wcześniej wspominaliśmy, nie mieliśmy hodowlanych doświadczeń. Studiowaliśmy literaturę, z wątpliwościami i prośbami o wyjaśnienia zwracaliśmy się do lekarzy weterynarii i .... wszystko poszło dokładnie tak, jak w książce:

W dniach poprzedzających spodziewany poród mierzyliśmy Atenie temperaturę. 30 czerwca temperatura obniżyła się o jeden stopień. Przygotowaliśmy wszystko do porodu. Rozpoczął się on następnego dnia, dokładnie w 62 dniu od pierwszego krycia, o godz 16 -stej. Atena była bardzo spokojna - jedynie skurcze wskazywały, że coś się dzieje. Rodząc pierwsze szczenię nie bardzo wiedziała jaką przyjąć pozycję i urodziła leżąc na plecach. Następne szczenięta rodziła w wygodniejszej pozycji, leżąc na boku a ostatnie dwa stojąc. Rodziła bardzo sprawnie, sama wylizywała szczenięta, odgryzała pępowinę. Łożyska zjadała tak szybko, że nie byliśmy w stanie ich usunąć (w następnych dniach objawiło się to luźniejszym stolcem). Wszystkie szczenięta podsuwała do sutek a one natychmiast rozpoczynały ssanie. Nie miały z nim najmniejszych problemów.

Od rozpoczęcia porodu do jego zakończenia minęło 6 godzin - jedno szczenię rodziło się średnio co pół godziny. Przejawem dobrej kondycji Ateny i sukcesem hodowli jest to, że wszystkie szczenięta urodziły się żywe a później przy przeglądzie miotu uzyskały najwyższą ocenę Komisji ZKwP.

Wnioski jakie nam się nasunęły:

  • Przygotować sporą ilość ligniny, ściereczek,ręczników itp materiałów przeznaczonych do wytarcia i sprzątania legowiska oraz wytarcia każdego szczenięcia po wylizywaniu przez matkę, bowiem suki robią to tak dokładnie i staranie, że szczenięta wyglądają ... jak wyciągnięte z wody

  • Zapewnić ciepło w miejscu porodu. My utrzymywaliśmy temperaturę 34 -35 stopni Celsjusza, w której to sami, o mało co nie rozpłynęliśmy się, ale szczeniętom było ciepło i nie przeżywały szoku termicznego

  • Po urodzeniu, wytarciu i nakarmirniu każdego szczeniaka ułożyć je pod tzw kwoką (żarówka wydzielającą ciepło)

  • NIE DENERWOWAĆ SIĘ! Pozwolić suczce samodzielnie oporządzać nowonarodzone szczenięta. Instynkt macierzyński jest niesamowity.

    PIERWSZE DNI PO PORODZIE

    Poród zmęczył Atenę ale nie przeszkodził jej w bardzo troskliwej opiece nad szczeniakami. Nie chciała opuszczać gniazda. Trzeba ją było na siłę wyciągać. Dużo piła. Przy 11 szczeniakach musieliśmy pilnować aby wszystkie równomiernie ssały (żadne szczenię nie miało z tym problemów, ale rozpychały się nieustannie szukając ,,lepszego" sutka). Karmione były na dwie tury - najpierw pierwsze 6 szczeniaków, potem pozostałe 5 (do owej 6-tki i 5-tki szczeniaki dobierane były na zmianę). Te nakarmione, wkładaliśmy do drugiego kojca, naogół natychmiast zasypiały i były spokojne przez około 1,5-2 godziny. Baliśmy się, że któreś może być głodne.Próbowaliśmy dokarmiać sztucznym pokarmem, ale nie bardzo chciały z niego korzystać, widocznie wystarczał im pokarm matki. Początkowo codziennie a potem co kilka dni kontrolowaliśmy wagę szczeniąt. Pomiary wykazywały stały wzrost, co zresztą potwierdzały wrażenia wizualne. Szczeniaki rosły i mężniały.

    Od 4 tygodnia, oprócz pokarmu matki, szczenięta zaczęły dostawać w miseczkach sucha karmę. Niektóre szczeniaczki od razu się nią interesowały. Obwąchiwały, lizały, próbowały brać do pyszczka. Karmę moczyliśmy w ciepłej wodzie (znacznie szybciej miękła niż ta moczona w zimnej). Po tygodniu wszystkie szczeniaki brały kuleczki karmy do pyszczka. W 6 tygodniu już jadły. W 7 tygodniu ich życia, matka zaczęła unikać karmienia a w 8 zdecydowanie protestowała, posuwając się nawet do warknięć. Szczeniaki dość szybko zrozumiały, że trzeba samemu zadbać o jedzenie a odtąd mama służy jedynie do zabawy. Jedzenie dostawały 5x w ciągu dnia, przy czym jeden posiłek był gotowany (ryż lub makaron z warzywami i mięsem - najczęściej wołowym). Niezależnie od ilości miseczek, psiaki uważały, że w tej obok jest lepsze jedzenie.

    W pierwszym okresie po porodzie jako kojec dla szczeniaków służyła nam prostokątna obudowa stosowana w tzw europaletach, utrzymująca owe palety w pionie i nie pozwalająca się im rozsuwać (ma ona zapewne swoją fachową nazwę)

    Kojec wyłożyliśmy tekturowymi podkładami zrobionymi z pudeł, pudełek, wyścielaliśmy go starymi prześcieradłami, ręcznikami, pieluszkami, kocami, kołdrami aby pieskom było miękko i aby nie ślizgały im się łapki, zmienianymi w miarę potrzeb i po praniu wykorzystywanymi ponownie. Porządek w pierwszych dniach po porodzie suka utrzymywała sama. Potem obok tekturek i kawałków prześcieradeł, używaliśmy gazet, ręczników papierowych i zwykłego papieru. Czasem wystarczało usuwać część zabrudzonego podkładu. Potem co 1/2 - 2 godzin musiała mastąpić całkowita wymiana podłoża.

    Wnioski:

  • Doskonale sprawdzają się obudowy europalet, nie są drogie. Można je złożyć (dzięki zawiasom zamontowanym na każdym rogu) i przechowywać do nastepnego razu. Nie zajmują dużo miejsca.

  • Należy zgromadzić bardzo dużo ,,podkładów", bowiem np: jedna duża i ogólnokrajowa gazeta (nie wymieniamy nazwy ze względu na ,,podejrzenia o ...") wystarcza na jedno rozłożenie. Za chwilę trzeba sięgnąć po następną

    ODCHOWYWANIE SZCZENIĄT

    Po około 6 -7 tygodniach szczeniaki stały się ,,dorosłe" i zaczynały uciekać z kojca. Podwyższenie go o drugą taką obudowę sprawdziło się, ale stanowiło pewną niedogodność dla suczki, która musiała pokonać wysokość i wyskakując a potem wskakując, zmuszona była bardzo uważać, aby nie uszkodzić dzieci. W tym czasie utrzymanie porządku w kojcu i na zewnątrz stało się problemem. Szczenięta, coraz częściej musiały być wypuszczane z kojca, a wtedy załatwiały swoje potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie i ,,na okrągło", wchodziły do miseczek, rozsypywały stały pokarm. Zaczynały interesować się różnymi przedmiotami. Aura jako pierwsza upolowała i zaaportowała skarpetkę.

    Wzrost szczeniąt i ilość spożywanego jedzenia oraz jego wydalania powodował, że w domu zaczynał pogłębiać się swoisty ,,zapach". Nadeszła pora, aby psiaki wyprowadziły się z domu i zamieszkały w kojcu. Opuszczenie znanego miejsca nie było dla nich żadnym szokiem, wręcz odwrotnie zachwycały się przestrzenią

    Kojec zamówiliśmy w profesjonalnej firmie. Miał wielkość 2x3m, 3 ściany pełne, drewniane, zabezpieczające przed podmuchami wiatru (deszczem), dach z rynną i wewnątrz profesjonalną budę. On sam i buda zostały ocieplone.

    Przed kojcem wyznaczyliśmy i ogrodziliśmy teren na wybieg. Nasz miał wymiary 5mx5m i był wysypany 40 -50cm warstwą piasku. Piasek - bardzo ułatwiał sprzątanie, a tym samym utrzymanie higieny. Był też doskonałą plażą dla szczeniąt. Jedyną wadą ,,piaskowego" wybiegu był kurz osadzający się na sierści szczeniaków. Można go było uniknąć, zraszając podłoże wodą, a sierść szczeniaków przecierać wilgotną ściereczką.

    Nasze szczenięta nigdy nie nabrudziły w kojcu - wszystkie potrzeby fizjologiczne załatwiały na zewnątrz. Był to świetny sposób do nauki czystości. Nowi właściciele informowali nas z zachwytem i zdziwieniem, że tak małe psiaki sygnalizują potrzebę wyjścia na dwór.

    Wybieg, nawet na własnej posesji, powinien być starannie ogrodzony, bo inaczej sprytne szczeniaki w mig się wydostaną i zgryzą lub wyrwą, wykopią, wszystko co zobaczą. Najlepiej jeśli pod ogrodzeniem jest betonowa podmórówka. Myśmy jednak, ograniczając koszty, postąpili inaczej. Bezpośrednio pod ogrodzeniem wkopaliśmy cegły a przed nimi, od wewnątrz wybiegu, na całej długości ogrodzenia na głębokości 35 i 40 cm umieściliśmy, pozyskane za grosze ze złmowiska, metalowe pręty, stare rury co itp. Nawet jeśli szczeniaki dokopały się do pierwszej, to przy drugiej przechodziła im ochota, niezależnie czy były obok siebie czy jedna pod drugą. Na terenie wybiegu zrobiliśmy im mały tor przeszkód; z leżących i podpartych desek, klocków drewnianych. Ustawialiśmy skrzynki i pudełka. Dało to spodziewany efekt. Szczeniaki po nich chodziły, pod nimi chętnie kopały - bo nie napotykały na żadne przeszkody i mogły kopać na głębokość i szerokość.

    W naszym przypadku, kojec i wybieg umiejscowiony był na szkolnym terenie gospodarczym (oczywiście za zgodą Dyrekcji i Władz Administracyjnych). Baliśmy się, że odwiedzający, niezależnie od wieku, będą wkładać palce, bądź ręce między szczebelki ogrodzenia. Wprowadziliśmy dodatkowe zabezpieczenie. Był to płotek metrowej wysokości, z siatki, wewnątrz kojca, oddalony od właściwego o ok 40cm do 1m i stanowił bardzo dobre zabezpieczenie.

    Jeszce jedna uwaga. Kojec i wybieg nie może być narażony na stałą ekspozycję słoneczną. Przynajmniej jego część, czasowo lub stale, musi być zacieniona, najlepiej w sposób naturalny przez krzaki, drzewa, budynki itp, które dodatkowo utrzymują swoisty mikroklimat. W czasie pory deszczowej dobrze jest zabezpieczyć cześć wybiegu przed opadami; w naszym przypadku rozpięliśmy plandekę (3mx5m), która dobrze się sprawdzała przy opadach, niestety została zerwana przez pierwszy silny wiatr.

    Nigdzie w literaturze nie spotkaliśmy danych dotyczących ciężaru ciała szczeniąt tj. wagi, jaką powinny osiągnąć w danym okresie rozwoju. Postanowiliśmy ważyć je, uznając, że m.in. wzrost ciężaru ciała szczeniąt będzie dla nas symptomem ich prawidłowego rozwoju. Nie zawsze ważyliśmy je regularnie w równych odstępach czasu, mimo to udało się sporządzić tabelę określającą średnią wagę szczeniąt w podanych okresach, z podziałem na pieski i suczki. Zdajemy sobie sprawę, że nie może ona pretendować do ,,opracowania naukowego", bo .... za mała próbka, nie podane metody badawcze, waga bez legalizacji,.... nie wiemy nawet czy jest zbliżona do wagi innych miotów, ale choć częściowo pozwoli nam (lub innemu hodowcy) na porównanie rozwoju szczenięcia w danym okresie.

    A oto ona:

    Dni
    tyg
    1 3 5 8
    1 tydz
    14
    2 tyg
    22
    3 tyg
    30
    4 tyg
    39
    5,5 tyg
    47
    7 tyg
    51
    7,5 tyg
    pies 310 337 391 526,8 804,3 1238,3 1893,5 3028 4068,3 4600
    suka 266,4 272,8 319 426,4 681,4 968 1528 2414 3282 3650

    Po upływie 8 tyg skończyła się skala na wadze a poza tym szczenięta zaczęły być zanadto ruchliwe, wierciły się, uciekały. Wprawdzie można było znosić do kojca wagę łazienkową, ważyć się najpierw samemu a potem razem ze szczenięciem, dokonywać działań matematycznych .... ale już nam się nie chciało. Zakończyliśmy ważenie. Że rosną, widać było bez konieczności pomiaru ciężaru ciała.

    SOCJALIZACJA SZCZENIĄT

    Jak wpomnieliśmy kojec i wybieg był na terenie ogólnodostępnym. Codziennie bardzo dużo osób dorosłych i dzieci odwiedzało nasze szczeniaki. Jako anegdotę można traktować fakt, że koledzy uczący wf rozpoczynając lekcję, uwzględniali prośby dzieci i młodzieży, wraz z klasą biegli w pobliże kojca, tam organizując rozgrzewkę. Ten kontakt spowodował, że szczeniaki nie bały się ludzi, ruchu i hałasu jaki panował wokół nich. Chętnie przybiegały na zawołanie. Dodatkowo 4 dziewczynki, córki naszych znajomych, codziennie bawiły się z naszymi pieskami, pieściły je, karmiły, sprzątały wybieg (choć prosiliśmy aby tego nie robiły), uczyły. Gdy pieski miały 11 -14 tygodni musieliśmy bardzo uważać i być obecnym w czasie zabaw. Szczeniaki rzucały się na wszystko co się rusza. Ubrania, w których wchodziliśmy do kojca, musiały ściśle przylegać do ciała. Należało ubierać getry lub wąskie spodnie, buty bez sznurówek, żadnych szerszych rękawów, apaszek czy szaliczków. Całe szczęście okres ten trwał krótko. Szczeniaki wyszumiały się i zaczęły reagować na komendy

    Od 2 miesiąca życia wszystkim szczeniętom poświęciliśmy wiele uwagi (ostatnie 4 szczenięta odeszły od nas w wieku 4,5 miesiąca). Dbaliśmy, aby opuszczając hodowlę miały opanowane podstawowe umiejętności. Nauka pochłaniała kilka godzin dziennie ale udało się m.in. dzięki zabawie z dziewczynkami. Zwłaszcza Ania i Kamila, poświęcające szczeniakom cały swój wolny czas, nauczyły je rozpoznawania imion, komendy ,,siad",,do nogi". Nam udało się nauczyć szczeniaki reakcji na gwizdek: ,,stój" i ,,wróć". Bardzo poprawnie i szybko ją opanowały. Gorzej było z chodzeniem przy nodze, ale to nasza wina. Szczeniaki dość szybko zrozumiały na czym ono polega, oczywiście wyłamywały się jeszcze. My, zamiast samodzielnie utrwalać tą umiejętność, pozwoliliśmy, (na usilną prośbę dziewczynek), wyjść im ze szczeniakami na spacer. Szczeniaki szybko zorientowały się, że rączki dziewczynek są słabe i szybko to wykorzystały. Wracać trzeba było do poczatków szkolenia.

    KONTAK Z NOWYMI WŁAŚCICIELAMI MIOTU 1/A

    Z właścicielami naszych szczeniaków mamy stały kontakt. Mamy nadzieję, że będziemy mogli informować o sukcesach łowieckich naszych szczeniaków na Mazowszu, Dolnym i Górnym Śląsku, w Wielkopolsce, w Bieszczadach, w Lubuskim. Dwa szczeniaki (pies i suczka) zostały w moim Kole.

    Jak już informowaliśmy (patrz ,,szczeniaki") pierwszym sukcesem zarówno w domu - aport skarpetki, jak i u nowego właściciela - pójście po tropie byka popisała się AURA.

    NASTĘPNY MIOT?

    Pierwszy etap hodowli zakończony.

    Dla nas przyszła pora na odpoczynek i poświęcenie większej uwagi Atenie. Musi odzyskać siły i wdrożyć się w rytm psa myśliwskiego.
    Zastanawiamy się, czy podejmiemy kolejne wyzwanie. Problemów jest kilka.

    • Po pierwsze: Musimy wiedzieć czy dobór rodziców dał spodziewane efekty eksterierowe i użytkowe u naszych piesków a potem skontaktować się z właścicielem reproduktora. Żartujemy, że musimy otrzymać gwarancję od Kastora, że przepuści geny biało - brązowe, bo jeśli nie to poszukamy biało brązowego lub dereszowatego partnera. Ten żart urasta do problemu, bo wielu myśliwych pytało nas o szczenięta z takim umaszczeniem, a dowiedziawszy się, że są tylko brązowe rezygnowało.
    • Po drugie: Rodowodowe suczki mogą mieć szczenięta tylko raz w roku. Jak wynika z cyklu naszej Ateny, szczeniaki mogłyby przyjść na świat pod koniec sierpnia. Dwa miesiące potrzebowałyby na usamodzielnienie się, więc odbiór ich nastąpiłby w listopadzie 2017. I tu powstaje pytanie: Czy będą chętni, aby w tym terminie kupować pieska? Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w zimie nie jest łatwo szkolić szczeniaka, wychowywać go, nauczyć higieny.Tak więc następnym terminem do odbioru piesków byłby maj 2018r, i ten termin chyba będzie właściwszy.
    • po trzecie: Musimy się przygotować, psychicznie, fizycznie i finansowo. Ten miot przyniósł niewielki zysk, zaledwie pokrył nasze wydatki, nie mówiąc o wynagrodzeniu naszej pracy (ale to była przyjemność, mimo zmęczenia). Następny niewątpliwie nie wymagałby już takich nakładów, ale czy starczy nam sił na odchowanie drugiego miotu?

    Mamy więc trochę dylematów. Wszystko jednak zależy od kolegów myśliwych, ilości i ,,koloru" zarezerwowanych szczeniąt. Dostosujemy się do potrzeb ,,rynku".

    Czekamy na zgłoszenia i propozycje

    Darz Bór

    KOMENTAŻE I OPINIE

    • Od I.B-P. Szczeniaki z tej hodowli wychodzą wykochane, wypieszczone i oczywiście jak na swój wiek wyszkolone. Polecam
    • Od A. M. Psy mądre, łatwo, przede wszystkim chętnie się uczą nowych rzeczy. Przyjazne dzieciom, czego chcieć więcej. Własciciele bardzo sympatyczni. Polecam